piątek, 27 lutego 2009

Wojna postu z karnawałem



Na początku wygląda to po prostu niewinnie. Wychodzisz na miasto i widzisz żuczka albo księżniczkę przemykającą niewinnie przez miasto. Czasem trafi się pszczółka, czasem kowboj w kapeluszu. Z reguły towarzyszą im rodzice, albo przynajmniej jedno z nich. W weekendy zastanawiające są zawsze tony konfetti i pianek zalegające Plac Solferino. Czasem po prostu ulice są białe od okrągłych papierków.



A są to tylko niewinne, coweekendowe potyczki karnawałowe. Ostateczna bitwa dorocznej wojny postu z karnawałem odbywa się w Tłusty Wtorek. Dokładnie – nikt go tutaj nie nazywa Ostatkami. Tego dnia dorośli chowają głowę w piasek, zamykają sklepy i zaklejają witryny kartonami. Wyjście na miasto grozi spotkaniem band szalejących niedorostków i poważnym zabrudzeniem. Tego dnia narzędziami w bitwie nie są już tylko niewinne konfetti, do gry wkraczają także jajka.



Aby nie stać się ofiarą ostatecznej bitwy, przemknęłąm szybko z pociągu do domu. Zresztą i tak nie mogłam zrobić zakupów, bo wszyscy się pozamykali, tak w razie czego. Niniejszym załączone foto są dokumentacją wersji wojny romantycznej, czyli jej pierwszego etapu. Prawda, że dzieciaki wyglądają naprawdę niewinnie? Aż trudno uwierzyć, że mogą stać się groźne w Tłusty Wtorek!


czwartek, 5 lutego 2009

To już prawie koniec



Dwa tygodnie temu wpadłam w panikę na widok siedemdziesięciu procent w witrynach sklepowych. “No nie – pomyślałam sobie – to już koniec! Po wyprzedażach. Jeśli nie kupimy niczego w ten weekend.... nie załapiemy się już na żadną okazję!”

Tymczasem rzeczywistość okazała się w stanie odmiennym, bowiem wyprzedaże w tym roku zaczęły się drugiego stycznia, a kończą... piętnastego lutego! Zaś tak wczesne maksymalne obniżki cen mają związek z szalejącym kryzysem. Włosi, pomiędzy wszechobecnych pokus, na zakupy nie chodzą. Co więcej, kryzys dotknął też sprzedawców towarów luksusowych, czego dowodem jest trzydziestoprocentowa obniżka cen w butiku Gabriella.

Butik Gabriella niegdy nie bawił się w wyprzedaże, bo też trudno mówić o obniżce cen w sklepie, w którym ceny są zawsze kwestią ukrytą dla klienta, a relatywną dla sprzedającego. Mimo to, po raz pierwszy w historii w witrynach Gabrielli w połowie sezonu wyprzedaży pojawiły się naklejki z nieśmiałym 30%.



My tymczasem skorzystaliśmy z okazji w zeszły weekend i pojechaliśmy do największego pod Rzymem outletu. Na początku byłam zachwycona: mało ludzi, czyli zero kolejek do przebieralni i spokojne oglądanie ciuchów na wieszakach, bez stresu.

Ale kiedy weszliśmy do sklepu, mój zachyt rozmył się na widok cen, które chociaż niby są 50%czy 70% niższe, to nie wydają się być secjalnie okazyjne. W jakiś magiczny sposób realne obniżki sytuowały się maksymalnie na poziomie 30%.

A więc duże procenty są tylko i wyłącznie chwytem reklamowym. W rzeczywistości sklepy postanowiły radzić sobie z kryzysem metodą oszukiwania klientów.... Bu! Nieładnie.