Wojna postu z karnawałem
Na początku wygląda to po prostu niewinnie. Wychodzisz na miasto i widzisz żuczka albo księżniczkę przemykającą niewinnie przez miasto. Czasem trafi się pszczółka, czasem kowboj w kapeluszu. Z reguły towarzyszą im rodzice, albo przynajmniej jedno z nich. W weekendy zastanawiające są zawsze tony konfetti i pianek zalegające Plac Solferino. Czasem po prostu ulice są białe od okrągłych papierków.
A są to tylko niewinne, coweekendowe potyczki karnawałowe. Ostateczna bitwa dorocznej wojny postu z karnawałem odbywa się w Tłusty Wtorek. Dokładnie – nikt go tutaj nie nazywa Ostatkami. Tego dnia dorośli chowają głowę w piasek, zamykają sklepy i zaklejają witryny kartonami. Wyjście na miasto grozi spotkaniem band szalejących niedorostków i poważnym zabrudzeniem. Tego dnia narzędziami w bitwie nie są już tylko niewinne konfetti, do gry wkraczają także jajka.
Aby nie stać się ofiarą ostatecznej bitwy, przemknęłąm szybko z pociągu do domu. Zresztą i tak nie mogłam zrobić zakupów, bo wszyscy się pozamykali, tak w razie czego. Niniejszym załączone foto są dokumentacją wersji wojny romantycznej, czyli jej pierwszego etapu. Prawda, że dzieciaki wyglądają naprawdę niewinnie? Aż trudno uwierzyć, że mogą stać się groźne w Tłusty Wtorek!





0 komentarze:
Prześlij komentarz