To już prawie koniec
Dwa tygodnie temu wpadłam w panikę na widok siedemdziesięciu procent w witrynach sklepowych. “No nie – pomyślałam sobie – to już koniec! Po wyprzedażach. Jeśli nie kupimy niczego w ten weekend.... nie załapiemy się już na żadną okazję!”
Tymczasem rzeczywistość okazała się w stanie odmiennym, bowiem wyprzedaże w tym roku zaczęły się drugiego stycznia, a kończą... piętnastego lutego! Zaś tak wczesne maksymalne obniżki cen mają związek z szalejącym kryzysem. Włosi, pomiędzy wszechobecnych pokus, na zakupy nie chodzą. Co więcej, kryzys dotknął też sprzedawców towarów luksusowych, czego dowodem jest trzydziestoprocentowa obniżka cen w butiku Gabriella.
Butik Gabriella niegdy nie bawił się w wyprzedaże, bo też trudno mówić o obniżce cen w sklepie, w którym ceny są zawsze kwestią ukrytą dla klienta, a relatywną dla sprzedającego. Mimo to, po raz pierwszy w historii w witrynach Gabrielli w połowie sezonu wyprzedaży pojawiły się naklejki z nieśmiałym 30%.
My tymczasem skorzystaliśmy z okazji w zeszły weekend i pojechaliśmy do największego pod Rzymem outletu. Na początku byłam zachwycona: mało ludzi, czyli zero kolejek do przebieralni i spokojne oglądanie ciuchów na wieszakach, bez stresu.
Ale kiedy weszliśmy do sklepu, mój zachyt rozmył się na widok cen, które chociaż niby są 50%czy 70% niższe, to nie wydają się być secjalnie okazyjne. W jakiś magiczny sposób realne obniżki sytuowały się maksymalnie na poziomie 30%.
A więc duże procenty są tylko i wyłącznie chwytem reklamowym. W rzeczywistości sklepy postanowiły radzić sobie z kryzysem metodą oszukiwania klientów.... Bu! Nieładnie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz