sobota, 14 czerwca 2008

Wielki oszust

Miesiąc temu, po ponad rocznej nieobecności ,udało mi się wrócić do Polski . Serce mi biło gorąco tęsknotą za rodziną, przyjaciółmi, polskimi smakami i życiem, które zostawiłam by zacząć nowe w cieplejszym kraju. Rok to jednak kawał czasu, bo niedługo po przyjeździe poczułam się jak fan Indiany Jonesa, któremu po dwudziestu latach podano dokrętkę do trylogii. Sentyment to wielki oszust.

I chociaż słucham polskiego radia PIN przez Internet, i chociaż codzienne czytam Gazetę, Pudelka i Kozaczka, to wyidealizowany i podsycany sentymentem obraz rodzinnych stron runął w chwili, kiedy wieczorem poszłam z przyjaciółmi na piwo w rodzinnym mieście Augustowie. Ulice świeciły pustkami, podobnie restauracje i bary, a była zaledwie ósma wieczorem! Na dokładkę sytuacja nie poprawiała się z czasem, bo wieczór był wtorkowy i daleko mu było do długiego weekendu. Tylko w bramach dzielnie chwiali się zalkoholizowani wcześniej panowie.

Przyzwyczaiłam się do tego, że mieszkam w mieście tętniącym życiem, w którym bramy służą do przechodzenia, a nie kiwania się pod wpływem. W Terni nie widać pijanych ludzi, mimo że w barach siedzą, rozmawiają i piją drinki spore tłumy.


Co się w Polsce nie zmieniło? Wiosna. Tutaj jest zawsze bardziej spektakularna niż we Włoszech, bo nagle z

pośniegowej szarej chlapy wyrastają wielobarwne kwiaty, a kolory są soczyście intensywne za sprawą wiosennego światła.

Przyjaciele. Dla nich zawsze warto wsiąść w samolot.

Mama, która od lat kocha tak samo mocno i bez której powrót nie miałby sensu.




Co się zmieniło na lepsze? MPiK w Warszawie przy Marszałkowskiej. W takiej kapsule sama chętnie bym zasnęła przesłuchując muzykę.

1 komentarze:

teresa pisze...

Piekna to moja sliwka pod oknem.Augustow wiosna jest naprawde piekny a moze wiosna wszedzie jest piekna.