niedziela, 26 kwiecień 2009

Ostatnia niedziela miesiąca

Ścisk, tłok i sztuka gratis



Od czasu, kiedy jestem we Włoszech na stałe, chodzi mi po głowie odwiedzenie Muzeów Watykańskich. Jak się okazało, nie tylko mnie. Dlatego, kiedy tylko zobaczyliśmy ogłoszenie o wycieczce do muzeów w sensownej cenie, nie zastanawialiśmy się ani chwili. Mimo, że organizatorzy ostrzegali, że cena nie zawiera obiadu i że autokar wyrusza o skandalicznie wczesnej godzinie.

Do chwili, w której nie stanęliśmy w naprawdę długiej kolejce do wejścia na godzinę przed otwarciem muzeów, nie byliśmy świadomi, że oto mamy do czynienia z wolną wejściówką. Okazuje się bowiem, że Muzea Watykańskie w każdą ostatnią niedzielę miesiąca otwierają się na krótko wprawdzie, ale dla wszystkich, którzy chcą oszczędzić 11 euro.


Okazało się, że sensowna cena za wycieczkę nie była aż tak sensowna, bo gratis załapaliśmy się na stanie w deszczu i przeciskanie się do środka, a potem w środku. Na dokładkę nasz przewodnik został poinstruowany, że w południe wszyscy mamy stać już na placu i czekać na wyjście papieża. Z tych wszystkich powodów muszę przyznać, że warto wydać 11 euro na zwiedzanie muzeów i Palatynu. W środku jest bowiem co oglądać, poza tym można robić zdjęcia prawie wszędzie (z wyłączeniem Kaplicy Sykstyńskiej).


Mi po wycieczce pozostał spory niedosyt. I przeziębienie.

poniedziałek, 6 kwiecień 2009

Zatrzęsło

Dziś od rana nie mówi się o niczym innym. Wszyscy pytają się wzajemnie, czy poczuli trzęsienie. Od dawna we Włoszech nie zatrzęsło aż tak mocno i do tej pory trzęsienia nie owocowały aż tak wielką liczbą ofiar. L'Aquila jest tylko 100 km od Terni, więc ominęło nas "o włos". Nami tylko trochę pokiwało, podczas gdy wielu mieszkańców L'Aquili straciło życie i dach nad głową.



piątek, 27 marzec 2009

Wiosna?




Czasem Terni potrafi cię zaskoczyć. Pdczas gdy pejzaż zaczęły w końcu wypełniać żółte mimozy i błękitne niezapominajki, na głównym placu, tuż przy wejściu na główny trakt, stanęło... lodowisko.

Ech, może to nawiązanie do wrednej pogody która postanowiła uczcić pierwszy dzień wiosny? Bo burze przynoszą to ostanimi dniami śnieg i grad? Nie wiem. Tak czy siak, to miłe, że można pojeździć sobie na łyżwach.

Ostatno ślizgałam się jeszcze w Warszawie, tuż przed moją przeprowadzką do Włoch, czyli ponad 2 lata temu. Fakt, był środek zimy i temperatura zdecydowanie poniżej zera. Musiałam jeździć w puchowej kurtce, co mocno umniejszało komfort i zabawę. Za to przy panujących tu piętnastu stopniach w ciągu dnia (jak na ternańską normę marcową to zimno) ślizganie mogłoby być nawet całkiem przyjemne.



Problem w tym, że musiałabym zainwestować w łyżwy. A kto mi zagwarantuje, że w przyszłym roku też nam tu postawią to lodowisko?