Pasta non Basta

powrÓt na gŁÓwnĄ

Dolce Vita

Moje zdjęcie
Wyświetl mój pełny profil

Najchętniej czytane

  • Skok w bok
    Korzystając z sierpniowych ferii i wakacyjnych funduszy, wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy za granicę. W sumie zrobiliśmy niewielki skok w...
  • Na śmieciach można nieźle zarobić
    Kiedyś byłam studentką. Podobnie mój kolega Rafał. I podczas gdy ja wolałam zajmować się niepraktyczną teorią usprawiedliwienia, mój kolega ...
  • Emigracja?
    Polacy coraz rzadziej emigrują do Włoch. Jeśli jednak im się zdarzy, robią to w zasadzie z dwóch tylko powodów: finansowych bądź matrymonial...
  • Turystyka religijna
    O tym, że ludzie podróżują w różnych celach wiem już od dawna. Wiedziałam też o tym, że do Włoch jedzie się nie tylko zobaczyć Koloseum, akw...
  • Inaczej
    To niesamowite, że wystarczy wyskoczyć za granicę, żeby odkryć na ile nasi sąsiedzi się od nas różnią. Krótkie wizyty pozostawiają wrażenie...

poczytaj o:

Castelluccio di Norcia & Viso

Loading...

Lubię zaglądać do:

  • Snobów na Zakazanej Planecie
    Trailer Wiedźmina 2!!!
    4 godz. temu
  • Oh So Beautiful Paper
    New Giveaway! Save the Dates from Delphine!
    8 godz. temu
  • WYCIĘTE Z MEJLI
    Wyrzuty
    2 dni temu
  • Kwestii Smaku
    Pączki - przepis, zdjęcia i video
    4 dni temu
  • Swoją drogą!
    Stare jak świat #2
    2 mies. temu

wtorek, 24 stycznia 2012

Chcę pracować!

Ale we Włoszech to nie takie proste, kiedy się jest w ósmym miesiącu ciąży.... Nie żeby mój pracodawca mnie nie chciał. Po prostu włoskie przepisy są.... jakie są.

Otóż zgodnie z ustawą, zaczynasz ósmy miesiąc ciąży i wysyłają cię do domu na macierzyński, który trwa pięć miesięcy. Zaczynasz liczyć na palcach, w myślach, głośno, cicho, na kalkulatorze i jak nic zawsze wychodzi, że porzucasz malucha na rzecz pracy w dosyć krytycznym momencie - kiedy zaczynacie się w końcu dogadywać, młodemu zaczynają dokuczać wybijające się zęby, a jego podstawowym posiłkiem jest mleko. Z twojej piersi. Niby dają ci ustawowo dwie godziny dziennie na karmienie, ale je ustawić, jeśli dziecko i ciebie dzieli dystans ponad stu kilometrów? Wygląda na to, że potomek będzie zawsze głodny.

Ustawa daje ci jednak małą szansę - możesz przesunąć macierzyński o miesiąc. Żeby tego dokonać, musisz jednak się sporo nachodzić. Bo, przede wszystkim, wszystkie dokumenty możesz załatwić wyłącznie w siódmym miesiącu ciąży. Szczególnie kluczowe zaświadczenia lekarskie. Kiedy je już zdobędziesz i dotrzesz do odpowiedniego INPS (odpowiednik naszego ZUS) - okazuje się, że moduły do złożenia podania, które ściągnęłaś z ich strony, są nieaktualne, że musisz wszystko zrobić online i nie, nie możesz tego zrobić sama, ani nie zrobi tego pracownik INPS - musisz iść do autoryzowanych biur, bo na wydruku musi być pieczątka z rzeczonego biura....

Dzięki cudownej włoskiej biurokracji straciłam dwa dni na staniu w różnych kolejkach, ale się udało. Bo jak chcesz pracować w dzisiejszych czasach, to musisz się sporo namęczyć. A mi leżenie w domu brzuchem do góry jakoś niespecjalnie pasuje - wolę spędzić później więcej czasu z młodą.
Autor: Dolce Vita o wtorek, styczeń 24, 2012 0 komentarze Linki do tego posta
Znajdziesz w: macierzyństwie po włosku

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Świąteczne zakupy

Świąteczne ciśnienie spadnie u nas dopiero w piątek o północy....

A zaczęło się już w listopadzie, zaraz po Wszystkich Świętych. Z jednej strony, start nastąpił tak szybko, bo sprzedawcy chcieli podnieść chęć zakupów, a wiadomo, że nic się tak nie sprzedaje jak gwiazdka. Z drugiej strony - nie mamy tu żadnych świąt, które by obniżyły pęd choinkowy, a z trzeciej - Włosi naprawdę zaczynają wcześnie. Już bowiem 8go grudnia choinki muszą być ubrane. Po prostu jest święto i kropka. Wszyscy więc kupują stroiki świąteczne, ozdoby, obrusy i cały ten kram w listopadzie, żeby zdążyć na ósmego. Zaraz potem ceny ozdób spadają. Nie omieszkałam skorzystać. Ja tam ubieram tradycyjnie choinkę przed Wigilią ;)

Statystyki są jednak dosyć smutne, mimo wydłużonych wysiłków sprzedawców, tegoroczne zakupy gwiazdkowe spadły do najniższego poziomu w przeciągu ostatnich 10 lat. I podobnież zapowiadają się zimowe wyprzedaże, które startują dzisiaj. Ludzie oszczędzają na benzynę, prąd, ogrzewanie i gaz, które podrożały z Nowym Rokiem.

Przyzwyczailiście się, że całe gotowanie na święta odstawia się w Wigilię, a potem to już tylko obżarstwo i leżenie brzuchem do góry żeby strawić? We Włoszech też jest obżarstwo, ale z samego rana można zrobić zakupy. Nie, żebyśmy mogli kupić świeży chleb albo cytryny, ale w świąteczne poranki otwarte są zawsze sklepiki, w których robi się świeży makaron, bary (a jakże, trzeba zjeść solidne śniadanie!) oraz... cukiernie! Przebiegałam przez centrum w niedzielę w okolicy południa i zerkałam na sklepiki, w których tłoczyli się amatorzy świeżych tortellini, cirioli, tagliatelli czy spaghetti. Sama odebrałam zaś w cukierni tort, który spożyliśmy po sytym obiedzie. To nawet sympatyczne, że miasto nie zamiera na święta, ludzie wychodzą zamiast zalegać w domu. Wieczorem tradycyjnie otwarte są kina ze specjalnym świątecznym repertuarem niskich lotów. I kupić cinepanettone.

Jeszcze tylko piątek.... I można odpocząć od walki na łokcie w kolejce!
Autor: Dolce Vita o poniedziałek, styczeń 02, 2012 0 komentarze Linki do tego posta
Znajdziesz w: Befanie, Bożym Narodzeniu, zakupach, świętach

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych Świąt

Autor: Dolce Vita o piątek, grudzień 23, 2011 0 komentarze Linki do tego posta
Znajdziesz w: świętach

wtorek, 6 grudnia 2011

Ostatnie pożegnanie

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o włoskich zwyczajach pogrzebowych. Wydaje się, że powinny być podobne do naszych, a tymczasem kultura zbudowana na katolickich wartościach może pójść, mimo wszystko, w zupełnie inne strony.

Czy ktoś z Was miał okazję odwiedzić cmentarz we Włoszech? Pełno w nim rodzinnych krypt, wielkich, rodzinnych wspólnych grobów i konstrukcji-ścian z prostymi nagrobkami i elektrycznymi lampkami. Ciekawostką są szczególnie wielkie rodzinne groby, w których nie 'grzebie się' zmarłych, ale się ich zamurowuje. Grób jest bowiem konstrukcją architektoniczną, z półkami przygotowanymi na przyjęcie nowych trumien.
Poza tym przyjętym zwyczajem jest 'przeprowadzka' nieboszczyka z miejsca na miejesce. Zdarza się, że rodzina nie posiada własnego grobu, a na cmentarzu nie ma wolnego miejsca 'w ścianie', w takiej sytuacji podnajmuje się miejsce tymczasowe, a kiedy zwolni się docelowe, następuje przeprowadzka. Czasem nawet 10-15 lat po pogrzebie!

Włosi przy pochówkach wykazują się szybkim refleksem. Bardzo często pogrzeb następuje już na drugi dzień po śmierci delikwenta. Wieści rozbiegają się szybko, a samą ceremonię organizuje się w przeciągu kilku godzin. Rodzina z drugiego końca Włoch natychmiast wsiada w samochód i dociera na miejsce.

Sam pogrzeb dzieli się na dwie części - zaczyna się ceremonią w kościele, w czasie której ksiądz wykarze się, jak wszędzie większym lub mniejszym taktem - a kończy na cmentarzu, co jest, rzecz jasna, do przewidzenia. Różnice? Otórz duchowny jest obecny wyłącznie na mszy i nie towarzyszy nieboszczykowi w jego ostatniej drodze na cmentarz. Po mszy on, oraz pozostali żałobnicy, składają kondolencje rodzinie, po czym rozchodzą się do domów i do własnych zajęć. Na cmentarz jedzie nieboszczyk z najbliższą rodziną, oraz służba pogrzebowa. Sam pochówek ma wygląd z goła techniczny - trumnę należy po prostu zamurować. Nie ma więc symbolicznego rzucania ziemi w geście ostatniego pożegnania. Jest kontrola pracy.

Wróćmy do rodziny, która jechała przez wiele godzin, by uczestniczyć w ceremoniach pogrzebowych. Czeka ich długa droga powrotna, ale nie mają oni gwarancji, że ich krewni, bliżej związani z nieboszczykiem, poczęstują ich gorącym posiłkiem, stypa bowiem nie stanowi części włoskich obyczajów pogrzebowych. Ludzie po prostu przychodzą i rozchodzą się już po mszy. Moja teściowa nie jest w stanie przyswoić się z ideą, że rodzina zmarłego ma do zapłacenia rachunek za pogrzeb plus za posiłek dla gości pogrzebowych. Tak, jak dla nas jest nie do pomyślenia, że ceremonia pogrzebowa ogranicza się, tak naprawdę, do mszy. Co kraj to obyczaj.
Autor: Dolce Vita o wtorek, grudzień 06, 2011 0 komentarze Linki do tego posta
Znajdziesz w: kulturze

wtorek, 29 listopada 2011

Śniadanie po włosku

Nie ukrywajmy tego: my, naród Polski robimy rewelacyjne śniadania. Niby w każdym kraju powtarza się, że dzień musi zacząć się dobrze, ale my zinterpretowaliśmy tę mądrość do perfekcji. Bo czy to nie u nas rano na stole lądują placki z jabłkami, pyszne kanapki z wędlinami czy serem, czy to nie my robimy pasty twarogowe, pyszne drożdżówki z masłem i dżemem? Poza tym nasze śniadanie latem wygląda inaczej niż to zimowe. Nasz poranek zaczyna dzień w rytmie natury - kiedy jest zimno - usmażymy sobie jajeczniczkę na boczku, a kiedy pogoda sprzyja - zalewamy płatki mlekiem lub jogurtem. Jakby się bardzo uprzeć, każdego dnia moglibyśmy jeść na śniadanie zupełnie inną potrawę.

Jest tylko jeden problem - nasze śniadania zawsze celebrujemy w domowym zaciszu. Zdarzyło wam się kiedyś zjeść w ciągu tygodnia śniadanie na mieście? Nie wiem, czy kiedyś w Polsce pojawią się bary jak w Stanach, gdzie na naszych oczach szef przygotuje nam placki albo przysmaży kiełbaski. Mamy w dużych miastach bary kawowe, gdzie do kawy można zamówić ciastko, albo kanapkę. No, ale mimo wszystko to nie to samo co ciepły, świeżo przygotowany posiłek!

A zdarzyło się wam kiedyś przebiegać przez jakieś włoskie miasto o szóstej albo o siódmej rano? Tutaj o tej porze można spotkać wszystkich w barze przy capuccino&cornetto (czyli na rogaliku i capuccino). Włoskie śniadanie jest jakby na przekór włoskiej mentalności - spożywane w pośpiechu, na nogach, poza domem, w barowym ścisku. Dopchanie się do baristy graniczy czasem z cudem! Poza tym przez okrągły rok wygląda tak samo: filiżanka capuccino i ciacho. To prawda, że niektóre ciacha są naprawdę dobre: taki rożek z kremem albo słodka bułka z bitą śmietaną (tzw. maritozzo) naprawdę robią wrażenie. Ciastka są zawsze świeże, bo znikają w przeciągu kilku godzin. Cóż, skoro wszyscy są na tej samej diecie... Włoskie śniadanie po prostu nie występuje w wersji słonej.

W hotelach, które nie serwują śniadań kontynentalnych, możecie liczyć na dżem, masło, płatki i ewentualnie jogurt, oczywiście poza klasycznym zestawem ciacho+kawa. Kiedy człowiek nie jest na to psychicznie przygotowany, jak ja kiedyś w Wenecji, pozostaje mu niesmak po takim śniadaniu. Ale, kiedy wiesz co cię czeka, możesz nawet docenić smak rogalika i dobrze zrobionego capuccino.

Nie, żeby Włosi nie jadali śniadań we własnych domach. Nie wszystkim chce się w końcu ściskać w barze z samego rana. Ci, którzy lubią spożywać śniadanie w piżamie, przygotowują sobie wielki kubas mleka z kawą i otwierają paczkę z biszkoptami, albo innymi ciasteczkami. Na samą myśl, że mogliby sobie ugotować przecież jajko na miękko, albo zrobić kanapkę z wędliną, robi im się niedobrze.

Niedawno odkryliśmy, że rewelacyjne śniadania po włosku przygotowują w barze pod naszym domem. Mieszkamy daleko od centrum, ale codziennie już od szóstej rano pod naszym barem roi się tłum źle zaparkowanych samochodów osobowych i mini ciężarówek. Któregoś dnia wpadłam do nich na takie śniadanie, z trudem dopchałam się do baru i zamówiłam moje cornetto&capuccino, i chociaż musiałam je spożyć przy barze, na stojąco, muszę wyznać, że było warto. Nic dziwnego, że ternanie ryzykują mandat za złe parkowanie, żeby wchłonąć właśnie TO capuccino i TEGO rogalika.

Ktoś ma ochotę pójść w ich ślady?
Autor: Dolce Vita o wtorek, listopad 29, 2011 0 komentarze Linki do tego posta
Znajdziesz w: kulturze, włoskim jedzeniu
Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Created by © Katapulta Design