Ale we Włoszech to nie takie proste, kiedy się jest w ósmym miesiącu ciąży.... Nie żeby mój pracodawca mnie nie chciał. Po prostu włoskie przepisy są.... jakie są.
Otóż zgodnie z ustawą, zaczynasz ósmy miesiąc ciąży i wysyłają cię do domu na macierzyński, który trwa pięć miesięcy. Zaczynasz liczyć na palcach, w myślach, głośno, cicho, na kalkulatorze i jak nic zawsze wychodzi, że porzucasz malucha na rzecz pracy w dosyć krytycznym momencie - kiedy zaczynacie się w końcu dogadywać, młodemu zaczynają dokuczać wybijające się zęby, a jego podstawowym posiłkiem jest mleko. Z twojej piersi. Niby dają ci ustawowo dwie godziny dziennie na karmienie, ale je ustawić, jeśli dziecko i ciebie dzieli dystans ponad stu kilometrów? Wygląda na to, że potomek będzie zawsze głodny.
Ustawa daje ci jednak małą szansę - możesz przesunąć macierzyński o miesiąc. Żeby tego dokonać, musisz jednak się sporo nachodzić. Bo, przede wszystkim, wszystkie dokumenty możesz załatwić wyłącznie w siódmym miesiącu ciąży. Szczególnie kluczowe zaświadczenia lekarskie. Kiedy je już zdobędziesz i dotrzesz do odpowiedniego INPS (odpowiednik naszego ZUS) - okazuje się, że moduły do złożenia podania, które ściągnęłaś z ich strony, są nieaktualne, że musisz wszystko zrobić online i nie, nie możesz tego zrobić sama, ani nie zrobi tego pracownik INPS - musisz iść do autoryzowanych biur, bo na wydruku musi być pieczątka z rzeczonego biura....
Dzięki cudownej włoskiej biurokracji straciłam dwa dni na staniu w różnych kolejkach, ale się udało. Bo jak chcesz pracować w dzisiejszych czasach, to musisz się sporo namęczyć. A mi leżenie w domu brzuchem do góry jakoś niespecjalnie pasuje - wolę spędzić później więcej czasu z młodą.
Trailer Wiedźmina 2!!!
4 godz. temu

